Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 marca 2015
Pomysł na... zagospodarowanie odpadów nr 1
Ścinki, więcej ścinek, całe sterty ścinek, obojętnie, gdzie je składować (bo wyrzucić szkoda), zawsze przestają się mieścić. Co z nimi począć? Można porozdawać, ludzie czasem potrzebują tego do wypchania poduszek dla kotów i innych zwierząt. Ale to nie rozwiązuje problemu. Postanowiłam więc składować wełniane ścinki do wełnianych worków, a potem je zaszywać i obkrajkowywać (o wiele szybciej to wychodzi niż przyszywanie sznurka, efekt jest estetyczny i równy). A poducha zawsze może się przydać mnie lub komuś innemu. :)
środa, 28 stycznia 2015
Kilka utkańców
Dawno niczego ciekawego tutaj nie publikowałam - taki mamy czas. Kilka interesujących ubrań leży sobie i czeka na guziki, a ja mam czas na różne małe rzeczy.
Dziś w programie znów dawka tabliczkowego pasamonictwa: 3 opaski i para podwiązek.
Popełniłam: bordową opaskę, nabijaną ozdobami na podstawie skarbu z Colmar; czerwono-niebieską z emaliowanymi kwiatkami, no i jeszcze jedną opaskę z perłami mocowanymi w tkaniu w drobną kratkę. I podwiązki, ale koń, jaki jest, każdy widzi. :)
Audycja zawiera lokowanie produktu, nabijki i sprzączki są od Lorifactora.
Dziś w programie znów dawka tabliczkowego pasamonictwa: 3 opaski i para podwiązek.
Popełniłam: bordową opaskę, nabijaną ozdobami na podstawie skarbu z Colmar; czerwono-niebieską z emaliowanymi kwiatkami, no i jeszcze jedną opaskę z perłami mocowanymi w tkaniu w drobną kratkę. I podwiązki, ale koń, jaki jest, każdy widzi. :)
Audycja zawiera lokowanie produktu, nabijki i sprzączki są od Lorifactora.
czwartek, 4 grudnia 2014
Perły na niebiesko
Ostatnio jakoś mnie naszło na niebieski w połączeniu z perłami. Z nudów wygrzebałam kawałek chabrowego sukna, ścinek lnu z jedwabiem w kolorze ecru, białą wełnianą włóczkę i perły. Połączyłam wszystko razem i wyszła sakiewka. Kiedy kończyłam ją obkrajkowywać (taki mój neologizm) - ten sznurek dookoła to robota na tabliczkach - okazało się, że mam do roboty niebiesko-błękitną opaskę ozdobioną perłami.
Zupełnym przypadkiem wyszedł mi taki ładny komplecik. :P Myślę teraz o takiej samej sakiewce, ale już w całości z jedwabiu.
wtorek, 21 października 2014
Skromny paseczek
Kontynuuję serię wrzucania gotowych rzeczy.
Dziś możecie pooglądać pasek M., tkany z różowych, fioletowych i złotych nici jedwabnych, z okuciami od Lorifactora. Jest szeroki na 2 cm z hakiem, długi na więcej niż 1,5 m... I ładny. I zrobiony z rozmachem z ponad trzech opakowań nici.
Tylko bardzo trudno sfotografować coś, co odbija światło, mieni się i połyskuje, nawet bardzo dobrym aparatem. ;)
Dziś możecie pooglądać pasek M., tkany z różowych, fioletowych i złotych nici jedwabnych, z okuciami od Lorifactora. Jest szeroki na 2 cm z hakiem, długi na więcej niż 1,5 m... I ładny. I zrobiony z rozmachem z ponad trzech opakowań nici.
Tylko bardzo trudno sfotografować coś, co odbija światło, mieni się i połyskuje, nawet bardzo dobrym aparatem. ;)
poniedziałek, 29 września 2014
Nowy gadżet
Ostatnio dużo szyję, mało piszę, kilka rzeczy jest robionych równolegle, a gdzieś pomiędzy rozmyślam o tym i owym.
O mroku na przykład. Wszyscy wozimy ze sobą jakieś mroczne rzeczy, bo z różnych powodów brakuje nam ich odpowiedników. Zastanawiałam się, czego takiego używam na imprezach, co jest obrzydliwie mroczne i ociekające plastikiem, a wychodzi czasem na wierzch.
No i odkryłam, że zawsze towarzyszy mi chamskie lusterko w niebieskiej, plastikowej ramce. Ałć!
Trzeba było coś z tym zrobić. Widziałam przepiękne rekonstrukcje luster w oprawach z kości - ale nie wypłaciłabym się chyba za samą robociznę. Zaczęłam kombinować, jak by to ugryźć po domowemu, wspierając się źródłami.
O mroku na przykład. Wszyscy wozimy ze sobą jakieś mroczne rzeczy, bo z różnych powodów brakuje nam ich odpowiedników. Zastanawiałam się, czego takiego używam na imprezach, co jest obrzydliwie mroczne i ociekające plastikiem, a wychodzi czasem na wierzch.
No i odkryłam, że zawsze towarzyszy mi chamskie lusterko w niebieskiej, plastikowej ramce. Ałć!
Trzeba było coś z tym zrobić. Widziałam przepiękne rekonstrukcje luster w oprawach z kości - ale nie wypłaciłabym się chyba za samą robociznę. Zaczęłam kombinować, jak by to ugryźć po domowemu, wspierając się źródłami.
![]() |
| 'Luttrell Psalter', c. 1325-1335 |
![]() |
De claris mulieribus, pierwsza ćwierć XVw |
Jak widać, przez niecały wiek mało się zmieniło. Wyjaśniłam tacie, czego potrzebuję, zamówiłam mosiężną blaszkę i dziś w moje ręce trafił nowy, prototypowy gadżet. Lusterko jest, delikatnie mówiąc, solidne i przeciwpancerne, bo tacie przeszkadzała jakaś resztka deski o grubości 2 cm. Może służyć jako damska broń boczna. Poza tym, jest genialne. Wszystko w nim widać, na pewno się nie potłucze w transporcie i nie trzeba go wstydliwie ukrywać. :)
wtorek, 29 lipca 2014
Spełniajmy swoje marzenia!

Już od dłuższego czasu prześladują mnie paski różne i podłużne. Tkanie, hurt i detal. Gdzieś pomiędzy tworzą się różne standardowe rzeczy. Dorwę jakieś ładne zdjęcia, to pewnie wrzucę co ciekawsze. :)
Na HVO udało mi się dorwać Marchewę ze swoimi cackami na sprzedaż. No i kupiłam sobie okucia, końcówkę i sprzączkę. Nici w domu już leżały, do wyboru, do koloru. w czasie podróży powrotnej już myślałam o tkaniu. Następnego dnia utkałam taśmę, która w efekcie końcowym została moim pasem. Wydaje mi się, że osiągnęłam zamierzony efekt i powstało coś ładnego, ale nie krzykliwego. Nitowanie oczywiście mnie przerosło i przy okazji uśmiechnę się do fachowca. :P
wtorek, 17 czerwca 2014
Co jest pod kiecką?
Na przykład podwiązki!
W ramach przeglądu sprzętu przed Niepołomicami, przyjrzałam się moim starym, wysłużonym, skórzanym podwiązkom. Niby jeszcze na chodzie, ale już bardziej zabytek niż rekonstrukcja. Postanowiłam jakoś temu zaradzić.
Sprzączki z odzysku, resztki jedwabnych nici, osiem tabliczek i działa! Szerokość krajki zdeterminował niestety rozmiar zapięcia, ale po pasku była to bardzo sympatyczna odskocznia. :D
Wiem, że i tak nikt tego nie będzie oglądał, ale to w sumie tak, jak z seksowną bielizną na co dzień, po prostu jest i poprawia humor.
piątek, 13 czerwca 2014
Pas do houppelande
Jedwabny.
Ręcznie tkany.
Szeroki na 4,5 - 5 cm.
MY PRECIOUS!
piątek, 30 maja 2014
Dlaczego tkanie na tabliczkach jest fajne?
Przeżyłam już w tym sezonie jeden boom na tkanie. Miałam miesięczną przerwę, a teraz znów w ciągu dwóch dni utkałam dwie opaski. I powiem, że to zajęcie jest świetne!
Przede wszystkim było odskocznią od tego, nad czym pracuje od jakiegoś czasu, a co będę kontynuować. Szycie kostiumów maszynowo i hurtowo nie jest takie przyjemne jak praca nad chociażby jedną cotte simple, chociaż postęp widać o wiele szybciej. Ochota na tkanie już od kilku dni mnie dręczyła, a nagle znalazły się dobre kobiety, które spełniły moje zachcianki i dały mi okazję.
Tkanie odmóżdża i odpręża. Jednostajny rytm tej czynności ukoi skołatane nerwy i u mnie potrafi wywołać tzw. nothing box'a, którego przypisuje się facetom.
Najwięcej tkam z jedwabiu. Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam go macać. To też odskocznia od szycia tych kostiumów z poliestru. ;)
Szpanowanie umiejętnością, która wygląda na trudną i skomplikowaną, też jest fajne. Rodzina z podziwem patrzy i w ogóle... albo nie dowierzają, że to jest robione ręcznie. Ewentualnie doradzą kupno satynowej tasiemki w pasmanterii, bo to przecież dużo szybciej i mniej z tym zachodu... ;)
Do tkania nie trzeba skomplikowanego sprzętu. Sprawę narzędzi załatwia tektura, nożyczki i dziurkacz.
Tkanie ma jedną wadę: brak mobilności. Czasem można przenieść niedokończoną robotę w inne miejsce, ale nie ma mowy o zabieraniu jej ze sobą do autobusu.
A wspominałam kiedyś, że mój pasek do hopki leży i kwiczy? Do 19 czerwca będzie gotowy, zobaczycie! :D Kostiumy, o których smęcę, też pokażę przy okazji.![]() |
| fot. Marta B. |
środa, 23 kwietnia 2014
Takie tam z szycia
Ostatnio mało piszę. Ale za to zasuwam jak mały samochodzik! A zrobisz mi to, albo to, albo tamto?, pytają. A pewnie! Więc kroję, zszywam, tkam, przymierzam, wykańczam, obmyślam, wynajduję rozwiązania i zasypuję się pod zwałami szycia.
Dziś pochwalę się kilkoma rzeczami (mniej lub bardziej gotowymi). Część z nich planuję sfotografować przy okazji na ludziach. ;)
![]() |
| Ciekawy kaptur wynaleziony z jakiejś rzeżby. |
![]() |
| Haft na surcocie i ładnie połączone połówki czepka św. Brygidy |
![]() |
| Jeden z kilkudziesięciu guzików do sukni |
![]() |
| Podwiązki. |
![]() |
| To też będą podwiązki |
![]() |
| Wykańczane w plenerze cotehardie. |
![]() |
| Ponabijana opaska. |
niedziela, 16 marca 2014
Do przygarnięcia
Witam w niedzielę!


Czy ktoś chciałby sobie jakąś opaskę przygarnąć? Wszystkie opaski tkane są z jedwabnych nici produkcji czeskiej (są one dość grube, więc paski nie są wiotkie, tylko bardziej mięsiste), taśmy mają między 50 a 55 cm długości, a razem z troczkami około metra. Szerokość to około 1,3 cm.
Wystarczy (opcjonalnie) dodać do nich nabijki i nie trzeba się już więcej martwić o to, jak podpiąć sobie warkocze, by się trzymały głowy.
czwartek, 13 marca 2014
Pater noster z pereł
Jakiś czas temu zdarzyło mi się już tutaj prezentować pater noster, więc nie będę się rozpisywać, do czego to służy i z czym się to je.
Tym razem wrzucam taki bardziej elegancki, z jedwabnych nici, pereł rzecznych i chryzokoli.
A teraz ciocia dobra rada radzi: jeśli macie przesuszone dłonie (bo np. szyjecie jakby was dotknął pracoholizm i/lub ADHD - mnie od tego skóra bardzo szybko robi się szorstka), to przed używaniem jedwabiu w jakiejkolwiek formie użyjcie kremu i zaczekajcie, aż się wchłonie. Nici strasznie mi się elektryzowały, a wykańczanie giezła z jedwabnej surówki było utrudnione, bo cały czas się haczyłam o tkaninę. ;)
piątek, 21 lutego 2014
Malowane pudełko
Jeśli biorę pedzel do ręki, wiedz, że coś się dzieje!

No i jakoś to poszło. Pozmieniałam kolory, starałam się pofałdować im ciuszki, itp., itd. Widać, że brakuje mi do tego pewnej ręki: być może kiedyś ją wyrobię, może nigdy mi się to nie uda. Tak czy inaczej, jestem ze swojej pierwszej skrzynki zadowolona i podoba mi się, chociaż nie jest to jedno z miniaturowych arcydzieł, które potrafią zrobić niektórzy, z większym talentem i doświadczeniem. :)

Czyli na przykład mam nową zachciankę i nie chce mi się dokończyć pozaczynanych rzeczy... Nieważne. Naoglądałam się malowanych skrzyneczek i doszłam do wniosku, że też bym chciała spróbować sobie taką zrobić.
Rysować jak nie umiałam, tak nie umiem, ale wykombinowana przeze mnie metoda w dużej mierze pozwala mi to ominąć.
Po skrzyneczkę poszłam do zwykłego sklepu z drewnem. Sprzedawca mnie rozpoznał, dał rabat i dorzucił deseczki, które mogę przerobić na haftowane pudełko. Nieźle. :)
Po powrocie do domu stanęłam przed najgorszym dylematem: co właściwie sobie namalować? Jako istota w gruncie rzeczy prosta, postanowiłam poszukać czegoś o piciu albo seksie, żeby chociaż wesoło było, jeśli mi nie wyjdzie. Postawiłam na fragment obrazka z prawej strony.
No i jakoś to poszło. Pozmieniałam kolory, starałam się pofałdować im ciuszki, itp., itd. Widać, że brakuje mi do tego pewnej ręki: być może kiedyś ją wyrobię, może nigdy mi się to nie uda. Tak czy inaczej, jestem ze swojej pierwszej skrzynki zadowolona i podoba mi się, chociaż nie jest to jedno z miniaturowych arcydzieł, które potrafią zrobić niektórzy, z większym talentem i doświadczeniem. :)
Malowanie ma jedną podstawową zaletę względem haftu: idzie o wiele szybciej niż haft. Z kolei przy hafcie nie trzeba się porywać na rysowanie.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Dlaczego fajnie jest pleść sznurek?
Ostatnio staram się realizować ambitny plan zrobienia sobie na kolejny sezon sznurków w większej ilości: mniej więcej wiosną zawsze zaczynam kwilić, że cały czas brakuje mi cholernego sznurka do kiecki/dubletu/nogawic/czegokolwiek. Teraz postanowiłam to zmienić i tylko odcinać od kłębka potrzebną ilość.
Przerzuciłam się ostatnio na lucetę; kiedyś, używając palców, potrafiłam sobie zedrzeć trochę naskórka. :P Prawdopodobnie większość ludzi ma jednak mocniejszą skórę i im takie coś nie grozi.
I tak sobie plotąc, plotąc, plotąc, doszłam do wniosku, że jest to genialne zajęcie!
Po pierwsze, sznurek się zawsze przyda. Jak nie do stroju, to do włosów lub chociażby do identyfikacji swojego sprzętu obozowego.
Po drugie, można go robić wszędzie: w domu, w środkach komunikacji miejskiej, w wersji dla studentów na wykładach, w wersji dla pracowników niezbyt obarczonych obowiązkami w pracy, itp., itd.
Robota zajmuje niewiele miejsca i jest odporna na transport w damskiej torebce.
I nigdy nie padnie jej bateria. Co najwyżej nić się skończy...
Sznurek nie pochłania też całej uwagi. W międzyczasie można z kimś rozmawiać, patrzec przez okno, oglądać film... Spróbujcie takie coś zrobić z książką. Kiedy ja czytam coś ciekawego, można mnie wynieść i okraść.
Nie potrzeba do tego specjalnych narzędzi, wystarczą palce.
Nie wymaga specjalnego przygotowania. Można wziąć nic i robić. Nie da się tego powiedzieć o np. tkaniu na tabliczkach.
Samo monotonne zajęcie odpręża i wycisza, przynajmniej mnie. :]
Podsumowując, plecenie sznurka jest fajne. Zachęcam. :)
czwartek, 7 listopada 2013
Coś nowego w przygotowaniu
Ostatnio nie produkuję zbyt wiele, ale jednak coś tam pomalutku się tworzy. Na przykład kolejna opaska na głowę. W rzeczywistości jest bardziej fioletowa niż różowa, ale nie wymagajmy zbyt wiele od telefonu komórkowego. Muszę jej jeszcze zamontować nabijki i będzie gotowa. Tym razem tkałam na 17 tabliczkach, a nie ok. 30, ponieważ dorwałam grubsze nici jedwabne. Krajka wyszła bardziej mięsista i sprawia wrażenie solidniejszej. z tego samego rodzaju nici będę wnet tkała pasek do houppelande. :)
Ambitnie postanowiłam sobie wytworzyć patynki (funkcjonalne, nie na wystawę :p). Wyrzynarka, szlifierka, resztki jakichś desek, trzy zdrowaśki i do przodu. :] Efekt jest, jaki jest, trochę krzywy, a o tych antypoślizgowych rowkach nawet nie mówię. Pozostaje mi zorganizowac sobie trochę skóry, żeby to poskładać. Grunt, że spełnię kolejną swoją zachciankę tanim kosztem.
Ambitnie postanowiłam sobie wytworzyć patynki (funkcjonalne, nie na wystawę :p). Wyrzynarka, szlifierka, resztki jakichś desek, trzy zdrowaśki i do przodu. :] Efekt jest, jaki jest, trochę krzywy, a o tych antypoślizgowych rowkach nawet nie mówię. Pozostaje mi zorganizowac sobie trochę skóry, żeby to poskładać. Grunt, że spełnię kolejną swoją zachciankę tanim kosztem.
piątek, 25 października 2013
Kruseler
Ponad doba roboty - podliczałam na bieżąco roboczogodziny. Nie wiem, ile metrów lnianego paska obszywałam. Zżymałam się i przeklinałam cały świat. Ale zrobiłam!!!
A to i tak nie jest ten mój, zaczęty kilka miesięcy temu i leżący gdzieś w kącie, tylko kolejny, dla koleżanki. Teraz tym bardziej nie będę w stanie się za niego zabrać.
Wahałam się, w jaki sposób tę chustę zrobić. Wiedziałam tylko, że wyżej wymieniona koleżanka chce plaster miodu. A co dalej? Wiele osób marszczy i ściąga kruselery z tyłu, inne nie. Po gapieniu się na rzeźby i ikonografię (jedną z nich widać poniżej), zdecydowałam, że puszczę go luźno na plecy.
Teraz czas na chwalenie się efektami:
Chusta mi się podoba i nie miałabym wielkiego żalu, jeśli koleżance by się teraz odwidział. :P Zapłaciłabym wtedy nawet za materiał. Mam jednak nadzieję, że właścicielka będzie szczęśliwa i zadowolona, a ja zmuszę się do dokończenia swojego.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Chorągiew
Uff, wczoraj przybyłam z Niepołomic i pomalutku się ogarniam. Przed samą imprezą uczestniczyłam w zbiorowym, babskim szyciu na ostatnią chwilę. Zadanie polegało na przyszyciu aplikacji na chorągiew. Nie, nie opierało się to na fastrygowaniu, tylko na dość gęstym okrętkowaniu, ponieważ całość wykonana jest z szantungu jedwabnego, który to lubi się strzępić.
Pozdrawiam szefową projektu i współpracownicę - fajnie się z Wami dziabało. :)
Poniżej fragmenty zdjęć autorstwa Alana wykonane w czasie przemarszu na niepołomicki rynek.
piątek, 9 sierpnia 2013
Sakiewka - wzór miniaturalny
Wydłubałam do końca sakiewkę we wzór zaczerpnięty z Codex Mannes, z ilustracji przedstawiającej Reinmara der Alte.
Jest już lepiej, niż jakiś czas temu, ale nadal uważam, że muszę więcej ćwiczyć się w przerysowywaniu obrazków - moja genialna metoda i tak uprościła mi życie.
Sakiewka wyszła mi mała: gdybym paliła, mogłabym tam wrzucić paczkę śmierdziuchów. Do haftu wykorzystałam resztki mulin, małe hafty to ekonomiczna metoda na zagospodarowanie odpadów. Dziabałam to na lnie i ozdobiłam od góry kawałkiem jedwabiu, który mi został po sakiewce z orłami. Sznurek i frędzle są wełniane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)

































