Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stroje damskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stroje damskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2015

Chusta z perłami

W źródłach często spotykałam się z lamowanymi chustami, jest nawet zachowana jakaś obszyta krajką. Jednak naprawdę zafascynowała mnie jedna, z obrazu Madonny Zbrasławskiej (ok. 1360, Czechy).
Wyposażona w perły, złotą jedwabną nić i sztywnawą tkaninę jedwabną, ruszyłam do boju.
Pierwowzór
Podobny patent z koszmarną fryzurą z II połowy XV w.

A oto efekt. Chusta zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i nie jest standardowa.


fot. Marta

fot. Marta

sobota, 29 listopada 2014

The Manuscript Challange

Jakiś czas temu na znanej i lubianej Twarzoksiążce pojawiła się akcja "The Manuscript Challange". Polega ona na tym, że trzeba sobie wybrać ikonografię, na podstawie której wykona się swój strój, wliczając w to fryzurę i dodatki.
No to uwidziałam sobie w końcu obrazek i materiał: postawiłam na św. Urszulę z orszakiem dziewic (1380, Włochy). 

Gorzej było z wyborem konkretnej kreacji: korciło mnie strasznie uszyć sobie fioletową z ptaszkami, ale przy mojej posturze efekt byłby tragiczny. Zdecydowałam się na różową, bo akurat była okazja do zakupu cienkiej wełenki w tym kolorze, z tymże w intensywniejszym, ale nie rażącym, malinowym odcieniu. Do tego niebieska cotte simple, tkana opaska i złota krajka na brzegi - z tego musiało to jakoś wyjść.




No i efekt końcowy:
fot. M. Białowąs

sobota, 8 listopada 2014

Damski kaptur z wycinanką

Zawsze marzyłam o swoim kapturze z wycinanką, takim jak te męskie, najlepiej z haftem i w ogóle. Do tej pory nie znalazłam w źródłach potwierdzenia na takie cudo. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A mamy np. to:

Sprawdzonym przepisem na wypróbowanie rzeczy z ikonografii (metoda prób i błędów) stworzyłam swoją wersję takiego wycinankowego kapturka z resztek czerwonej wełny. Jest to takie krótkie, rozpinane na guziki, z długim ogonem... Taki wynalazek na pewno nie nadaje się na jedyny kaptur rekonstruktorki, ale jako fajny gadżet sprawdza się znakomicie.
W mojej interpretacji wygląda to mniej więcej tak (zdjęcia Marty Białowąs, w warunkach "po domowemu" i w dodatku przy użyczeniu jej kiecki - ale tutaj chodzi przecież o kapturek!):





piątek, 24 października 2014

Nowy surcot na bogato

Nie ma bardziej zachciewnej istoty niż niewiasta... A najgorzej, jak koleżanki zaczynają mieć coś, czego ja jeszcze nie mam, a mi się podoba. 
A koleżanki zaczęły biegać w cudnych, jedwabnych sukniach! A ja, puch marny, uwielbiam jedwab...
Najpierw rozważałam, gdzie ten jedwab kupić. Rozważyłam i wybrałam sobie tkaninę.
Potem, co właściwie z tego wytworzyć. Cotehardie nie, bo przytyję/schudnę i przestanie pasować... Hopkę? Nie stać mnie! Pozostał surcot. :) Obszyłam go króliczym futrem.
Nowa suknia miała premierę na turnieju w Toszku po dziczyźnie, a przed zmywaniem. 


fot. Marta

fot. Marta
fot. Marta

czwartek, 23 października 2014

Pomarańczowy kraciak

Uszyłam na wiosnę sukienkę, z kraciastej wełny z jedwabiem. W założeniu miała być lekka i ładna, całkiem inna niż stare, ciężkie i monochromatyczne suknie rekonstruktorki z kilkunastoletnim stażem. Sukienka objechała już pół Polski i wydaje mi się, że polubiły się z A.

Turniej w Toszku, fot. Marta
Honor Vincit Omnia, fot. Kostek


















W tej sukience najbardziej podoba mi się to, że linie kratki nie rozjeżdżają się na szwach.

środa, 22 października 2014

Włoska sukienka

Lubię pracować z konkretnymi ludźmi. Wpadł mi w ręce fajny kupon wełny, więc skontaktowałam się z M., bo byłam pewna, że kolor wpasuje się w jej gust.
Wraz z entuzjastyczną odpowiedzią otrzymałam włoską ikonografię z ok. 1390:


Wzięłam się do pracy, uszyłam suknię jak najbardziej zbliżoną do tej zielonej. Zarzucicie mi inny dekolt: niestety, w tym przypadku nie mogłam wykroić takiej łódki, bo nie lubię tatuaży wystających spod historycznego stroju.

A oto i efekt:


wtorek, 29 lipca 2014

Spełniajmy swoje marzenia!


Już od dłuższego czasu prześladują mnie paski różne i podłużne. Tkanie, hurt i detal. Gdzieś pomiędzy tworzą się różne standardowe rzeczy. Dorwę jakieś ładne zdjęcia, to pewnie wrzucę co ciekawsze. :)

Na HVO udało mi się dorwać Marchewę ze swoimi cackami na sprzedaż. No i kupiłam sobie okucia, końcówkę i sprzączkę. Nici w domu już leżały, do wyboru, do koloru. w czasie podróży powrotnej już myślałam o tkaniu. Następnego dnia utkałam taśmę, która w efekcie końcowym została moim pasem. Wydaje mi się, że osiągnęłam zamierzony efekt i powstało coś ładnego, ale nie krzykliwego. Nitowanie oczywiście mnie przerosło i przy okazji uśmiechnę się do fachowca. :P


piątek, 13 czerwca 2014

Pas do houppelande

Jedwabny.
Ręcznie tkany.
Szeroki na 4,5 - 5 cm.

MY PRECIOUS!

W końcu utkałam sobie jedwabny pasek do hopki, do czego zbierałam się od dłuższego czasu. Zastosowałam w nim najgrubsze nici jedwabne o jakich wiem, żeby zredukować ilość tabliczek (jedną dłonią obsługuję zazwyczaj 15, maksymalnie 20 - tutaj tkałam na 40). Momentami wyglądałam przy tym jak kierowca karetki na sygnale rozmawiający przez telefon, jedzący kanapkę i palący papierosa jednocześnie. Tylko, że mnie nikt z roboty nie mógł wyrzucić. :P

W końcu mój pas jest porządny, tylko przydałoby mi się więcej nabijek i okucie końcówki. :)



sobota, 31 maja 2014

Dziecko + zespół tańca dawnego + kostium = ...


 ... czerwona aksamitna sukienka w stylu włoskiego renesansu!

Właścicielce się podobało, przy okazji ktoś w końcu mi wytłumaczył, jak bezpiecznie chodzić w sukni do ziemi - dotychczas tego nie wiedziałam i liczyłam na swoją prowizorkę.
Szycie dla dzieci jest specyficzne, kompletnie inne proporcje ciała nie pozwalają na wstępne dopasowanie czegokolwiek metodą na oko i wszystko musiałam ładnie dociągać na małej. Na szczęście klientka trafiła mi się skora do współpracy i otwarta na propozycje, tylko trzeba było podnosić ją do lustra. :D
Uszyłabym kiedyś porządny renesans, nie kostium, ale coś bardziej reko, no i pełnowymiarowy. Wszystko przede mną! :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

Cotehardie męskie i damskie

Sądząc po tytule posta, szału ni ma. Ale kolory są za to fajne. Te rzeczy były częściowo prezentowane w dwóch poprzednich wpisach, więc raczej nie są zaskakujące.  Cotehardie M. ma rękawy podszyte surówką jedwabną, tren i dużo guzików (coś koło 60, jeśli dobrze pamiętam). Spodnią uszyłam z cienkiej wełny tkanej w jodełkę. Ten komplet to pierwsze suknie M., więc krój sukni wierzchniej musiał być dobrany tak, by pogodzić wymagania zamawiającej (ulubione kolory, mniej spotykany wśród rekonstruktorów krój i żeby nie wyglądać biednie przy lubym w houppelande) i wykonującej (żeby ciuch był w miarę praktyczny). Jakoś udało nam się to wypośrodkować. :)
Pasek (w sumie zakoszony chwilowo z innego zestawu ciuchów) jest utkany na tabliczkach z jedwabiu. Ciocia dobra rada radzi: nie tkaj nigdy półtorametrowej taśmy za jednym posiedzeniem! Nie dosyć, że nie wiedziałam potem, jak mam na imię, to kręcenie tabliczkami śniło mi się nocą.

Właścicielki kiecek i paska są zadowolone. Ja też.

Męskie cotehardie. Kolejne, trochę już takich zrobiłam. Niby nic specjalnego, prosty rękaw, brak wariacji... Ale jak mi się podobają te czarno-chabrowe pasy! :) Nawet się zbytnio nie rozjechały na zapięciach (tylko tak lekko). S. jest zadowolony i zgodził się ładnie pozować. :) Sama sprawię sobie taką kiecę, jeśli schudnę. Na razie nie mam odwagi, by na swój wielki zadek zakładać poziome pasy. ;)
Dodam, że wszystkie prezentowane ciuchy wykańczane są lnianą nicią. Tego nie widać, chyba, że ktoś by się z bliska przypatrzył, ale mam chociaż tę satysfakcję. :) 

piątek, 25 kwietnia 2014

Takie tam z szycia cd.

Kolejne fotki rzeczy prosto spod igły i tabliczek. :)

Cotehardie męskie (planuję zrobić jeszcze zdjęcie na właścicielu)
Opaska prezentowana już poprzednio, tym razem na głowie ;)
Wąska opaska (0,8 cm)
 I teraz z innej beczki. :) Oddam w dobre ręce jeszcze niebieską i brązową opaskę. :) Taśmy, nie wliczając troczków, mają ok. 50 cm długości i 1,3 cm szerokości.


środa, 23 kwietnia 2014

Takie tam z szycia

Ostatnio mało piszę. Ale za to zasuwam jak mały samochodzik! A zrobisz mi to, albo to, albo tamto?, pytają. A pewnie! Więc kroję, zszywam, tkam, przymierzam, wykańczam, obmyślam, wynajduję rozwiązania i zasypuję się pod zwałami szycia.
Dziś pochwalę się kilkoma rzeczami (mniej lub bardziej gotowymi). Część z nich planuję sfotografować przy okazji na ludziach. ;)
Ciekawy kaptur wynaleziony z jakiejś rzeżby.

Haft na surcocie i ładnie połączone połówki czepka św. Brygidy 

Jeden z kilkudziesięciu guzików do sukni

Podwiązki.

To też będą podwiązki

Wykańczane w plenerze cotehardie.

Ponabijana opaska.

środa, 26 lutego 2014

Recykling i eksperymenty

Witam! Dziś kolejny wpis o moich pierwszych razach. 

Część I. Recykling
Surowiec:
1 stary surcot;
skrzynka starych króliczych skórek, które przeżyły atak moli.
Produkt: 
kaptur podszywany futrem.
Uwagi: 

po przejściu drogi przez mękę, czyli docinaniu skórek i przyszywania ich, zostałam szczęśliwą posiadaczką obolałych palców i produktu ubocznego, czyli kaptura. Albo odwrotnie? Nieważne. Grunt, że ubranko grzeje i zagłusza.










Część II. Eksperymenty

Czyli po prostu szycie czegoś po raz pierwszy. Tym razem padło na czepek św. Brygidy, który bardzo często pojawia się w ikonografii, a nie jest zbytnio rozpowszechniony. A szkoda. Moim zdaniem wygląda efektowniej niż np. popularna chustka związana z tyłu głowy, a jest wygodniejszy, bo nie ma żadnych koszmarnych węzłów na karku. Można też poudawać w nim, że ma się dużo włosów i wypchać go po bokach. Zakładanie go jest niezbyt wygodne, ale to pewnie kwestia wprawy i moich prywatnych mizernych umiejętności umieszczania sobie czegoś na głowie.
Czepek ze zdjęcia jest prototypowy: "koronka" łącząca dwie części jest pomylona. Na pewno zrobię sobie porządny. :)

sobota, 15 lutego 2014

Surcot z haftem

W związku z katastrofalnym stanem mojego starego, czarnego surcotu - w sumie pierwszej wierzchniej sukni, która wyszła spod mojej igły - postanowiłam zrobić sobie nowy. Uwielbiam ten typ sukni, nie dość, że jest elegancka, to jeszcze bardzo wygodna.
Haft na surcocie, pocz. XV w.
Od dawna zakładałam, że będzie bez futra, ale jakoś go ozdobię. Zdecydowałam się na haft wokół dekoltu, używając do tego jedwabnych nici i pereł rzecznych. Od dawna podobały mi się tak ozdabiane suknie i cieszę się, że znalazłam przykład z surcotem. 

W dodatku zaszalałam i poszłam na całość: wyposażyłam nową suknię w różową podszewkę. Na co dzień nigdy nie wybieram takiego koloru.



Moje wypociny w zbliżeniu