niedziela, 21 lipca 2013

Męskie cotehardie i guzikomania

 Patrząc na rzeźbę z ok. 1370 roku (obraz po lewej) uważam, że szyjąc kolejny ciuch wcale nie wzniosłam się na wyżyny złośliwości lub szczególnej miłości względem bliźnich: wydaje mi się, że ilość zastosowanych guzików można rozumieć na dwa sposoby, albo się chce, żeby ktoś miał ładne ubranko, albo życzy się mu męczarni przy każdym zakładaniu. W tym przypadku chodziło mi na szczęście o efekt wizualny. Pytanie, co o tym pomyśli właściciel. :P

Najnowsze cotehardie sięga mniej więcej do połowy uda i zostało uszyte z brązowo-czarnej wełny jodełki na podszewce lnianej barwy złamanej bieli. Na każdym z rękawów jest po 11 guzików przyszytych co 2,3 cm - czyli trochę mniej gęsto niż w zapięciu na długości, gdzie przyszywałam knefle* co 2 cm - weszło mi ich tam 42.

Sama ilość guzików jest dla mnie mniej przerażająca niż ilość dziurek. Guziki uwielbiam robić. Dziurek już nie za bardzo. ;)




















* knefel - guzik (śląski)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz