wtorek, 7 maja 2013

Nogawiczki

Jakoś tak mam, że albo milczę, albo wrzucam post za postem. Dziś po wielu trudach skończyłam swoje kolejne nogawiczki. Tym razem poszłam po rozum do głowy i odrysowałam sobie ich wykrój na papier. Jakoś tak się złożyło, że dopasowanie sobie nogawiczek to dla mnie koszmar - większość moich znajomych wie, o co chodzi. :P Ewentualne powierzenie tego zadania komuś innemu jest jeszcze gorszym pomysłem. Wolę szyć je innej osobie, ale ja też ich potrzebuję: wiadomo, one lubią się przecierać i niszczyć.

Do uszycia tej pary użyłam lnu (pozdrawiam mojego lubego, który pozwala mi zagarniać resztki z szycia rzeczy dla niego :)). Skroiłam je porządnie, ze skosu, żeby były dobrze dopasowane - przynajmniej na tyle, aby było mi wygodnie. Jako osoba zepsuta do szpiku kości, wzorowałam się m.in. na poniższej ikonografii, wykraczającej poza wszelkie granice dobrego smaku. Ta bezecnica odsłoniła kolano! Widziałam też swojego czasu fotografię zachowanych nogawiczek z jedwabiu w paski, uszytych moim zdaniem w ten sam sposób, ale nie potrafię tego wydobyć z otchłani Internetu.


2 komentarze:

  1. Robię od jakiegoś czasu nogawiczki, za dużo ucięłam i nie dało się ściągnąć...szycie nogawiczek to katorga ;).Nie wykroiłam z ukosu...może to dlatego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy nogawiczkach popełniałam już wszelkie możliwe błędy, jednak raczej z samą stopką. :p Możliwe, że za mocno ściągnęłaś je sobie w kostce - to pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy.
      Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy: nogawiczki mają być, a zbyt często nie wychylają się spod kiecki: nie muszą być ładne. :] Grunt, że działają.
      Bardziej udanego szycia kolejnych par życzę. :)

      Usuń